Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Strona główna > Wiadomości > Aktualności

Wiadomości

O borówce z pasją - wywiad z plantatorem, który odniósł sukces!

piątek, 09 września 2011 07:49 / Dodaj komentarz Aktualności
Niechętnie mówi o sobie, ale ożywia się gdy opowiada o swojej prawdziwej pasji - uprawie borówki amerykańskiej. Razem z żoną prowadzi już od ponad dwudziestu lat jedną z pierwszych w Polsce plantacji. Krzysztof Jarosiński chętnie też dzieli się swoją bogatą wiedzą na temat tego owocu i przekonuje, że choć jego uprawa wiąże się z dużymi wydatkami na starcie, to naprawdę się opłaca!
O borówce z pasją - wywiad z plantatorem, który odniósł sukces!

Magdalena Mikołajczyk: Założył Pan plantację borówki amerykańskiej już w 1989 roku. Skąd pomysł na uprawę tego nieznanego wówczas w naszym kraju owocu?

Krzysztof Jarosiński: Rzeczywiście, gdy zaczynałem uprawę borówki amerykańskiej ten owoc był bardzo mało znany w Polsce. Pierwszy raz miałem okazję go zobaczyć i posmakować na polu doświadczalnym w Skierniewicach, gdzie jako student SGGW odbywałem praktyki. Tam była akurat niewielka plantacja borówki, licząca może około 500 krzewów. Od tamtego czasu zacząłem się nią interesować, chyba też właśnie dlatego, że to była u nas zupełna nowość. Niedługo potem znalazłem w pobliżu Warszawy pierwszego producenta sadzonek i kupiłem od niego swoje pierwsze 0,5 ha. To było jeszcze wtedy strasznie drogie, już nie pamiętam dokładnie ceny ale wynosiła chyba 4 lub 6 marek za jedną sadzonkę. I tak się zaczęła moja przygoda z borówką, przez przypadek, ale często przecież najlepsze pomysły przychodzą właśnie przez przypadek (śmiech).

MM: I jak wyglądały Pana początki jako plantatora?

KJ: Początki były ciężkie, ponieważ wtedy nie było w ogóle żadnych informacji na ten temat. Nie było internetu, nie było literatury, więc musieliśmy się uczyć metodą prób i błędów. Ktoś nam podpowiedział, że na pewno musi być kwaśna ziemia, ktoś inny powiedział o próchnicy, o trocinie. Na szczęście borówka nie jest wrażliwa na choroby, więc nie trzeba było robić oprysków i wyszukiwać specjalnych środków chemicznych, które by się koniecznie nadawały tylko do tej uprawy. Największym problemem dla mnie na początku było cięcie zimowe, odmładzające plantację. Nikt nie potrafił mi powiedzieć jak krzewy powinno się ciąć, żeby miały ładne, duże owoce. Tego musieliśmy się uczyć sami. I to jest taka nasza szkoła. Potem jak się zaczęły pokazywać pierwsze owoce to oddawaliśmy je do Warszawy do sklepów warzywno–owocowych w komis, ponieważ sprzedawcy nie chcieli ich kupować, gdyż nie wiedzieli czy w ogóle uda im się to sprzedać. Najpierw sprzedawaliśmy po 20, 30 kg, a pieniądze dostawaliśmy dopiero po jakimś czasie. Ale to nie były wtedy duże zyski.

MM: I tak z czasem Państwa plantacja powoli się powiększała…

KJ: Zaczynaliśmy od pół hektara. Borówkę posadziliśmy na wolnym kawałku ziemi, tak na próbę, gdyż nie wiedzieliśmy czy ta uprawa będzie się opłacać. Obok był nasz sad wiśniowo – śliwowy, który potem gdy się okazało, że z borówki są jednak pieniądze powoli wycinaliśmy: najpierw śliwki, potem jabłka, wiśnie, czarną porzeczkę. I tak sukcesywnie powiększaliśmy nasze gospodarstwo.

MM: Teraz jest pan właścicielem 7 ha świetnie prosperującej plantacji. Jakie rady mógłby pan udzielić plantatorom z mniejszym doświadczeniem? O czym trzeba pamiętać rozpoczynając uprawę?

KJ: Należy przede wszystkim pamiętać, że borówka jest rośliną o specyficznych wymaganiach glebowych. Najlepsza pod jej uprawę jest ziemia o ph od 4 do 4,5, zawierająca co najmniej 10 % próchnicy. Czyli na pewno trzeba zacząć od zrobienia podstawowej analizy gleby. Borówka nie wymaga intensywnego nawożenia, a nawadnianie i podcinanie dorosłych krzewów (cztero lub pięcioletnich) to najważniejsze zabiegi pielęgnacyjne na plantacjach tego owocu.

MM: Ile trzeba zainwestować w ten biznes i ile można na nim zarobić?

KJ: Przyszły plantator musi liczyć się z dużymi wydatkami na starcie. Szacuje się, że założenie od podstaw 1 ha plantacji to koszt 60 tys., w co jest wliczone ogrodzenie, instalacja, a także sadzonki, próchnica oraz robocizna. Na borówkę trzeba niestety dosyć długo czekać. Po pierwszym roku po posadzeniu rośliny dwuletniej jest jeszcze niewiele jagódek. Po czterech latach zaczyna wchodzić w owocowanie towarowe, czyli dopiero wtedy ilość owoców na krzewie jest dostatecznie duża by iść z tym na giełdę, do sklepu. Natomiast prawdziwe owocowanie towarowe zaczyna się mniej więcej po ośmiu latach. Wtedy z 1 ha zadbanej plantacji można zebrać plon w wielkości 10-12 ton. Biorąc pod uwagę, że średnia cena na ten rok za 1 kg borówki wynosi ok. 16 zł można łatwo obliczyć potencjalne zyski. Ale od nich trzeba odjąć jeszcze koszty które się ponosi czyli koszt robocizny, opakowań, transportu itd.

MM: Lepszą cenę można uzyskać sprzedając borówkę na eksport, tak jak Pan. A czy można zarobić na borówce w Polsce?

KJ: Był czas, że nasze gospodarstwo miało wyłączność na całą Polskę na sieć firm Geant, Ahold, Lider Price. Natomiast w pewnym momencie te firmy wycofały się z polskiego rynku i wtedy doszliśmy do wniosku, że zabieramy się za eksport. Ale na borówce można zarobić również w Polsce. Rynek w naszym kraju jest bardzo płytki, jest wielu ludzi, którzy nie znają jeszcze smaku tego owocu. Jest znany głównie w dużych miastach, na wsiach raczej jeszcze nie bardzo. Być może jest to kwestia wysokiej ceny. Niestety handlarze u nas dokładają naprawdę wysokie marże. Kilka lat temu był moment, że borówka kosztowała na giełdzie 10 zł za 1 kg. Koszt ćwiartki wynosił więc 2,5 zł, a na straganie już 5 lub nawet 5,5 zł. Także narzucano 100 proc marży.

MM: Jak więc przekonać polskich konsumentów do borówki?

KJ: Trzeba przypominać, że jest nie tylko bardzo smaczna, ale również bardzo zdrowa. Wychwytuje wolne rodniki wodorowe, dzięki czemu ma właściwości antynowotworowe. Poprawia wzrok i perystaltykę jelit. Ma też bardzo dużo witaminy C. Do tego te jej niezwykłe walory smakowe.. Nie spotkałem dotąd osób, którym by ten owoc nie smakował. Tylko kupować i jeść.

MM: Tym bardziej, że świetnie nadaje się do wielu pysznych przetworów czy potraw. Które z nich mógłby Pan polecić naszym czytelnikom?

KJ: Akurat na przepisach to bardziej ode mnie zna się moja żona. Robi doskonałe ciasta i przepyszne dżemy. Słyszałem też, że z borówki wychodzą smaczne nalewki, wina, ale ja jestem zdecydowanym zwolennikiem owoców deserowych.

MM: Jak ocenia Pan prognozy rozwoju rynku borówki amerykańskiej w Polsce?

KJ: W tej chwili jesteśmy podobno już największym producentem borówki w Europie. Szacuje się, że u jest u nas ponad 4 tys. ha plantacji. Myślę, że jeszcze przez kilka lat rynek będzie się rozwijał bardzo prężnie, dopóki nie będzie krachu. Ze wszystkim tak jest: dopóki można na tym zarobić to każdy się do tego pcha. Tak było z wiśniami, z czarną porzeczką. Przypuszczam, że tak samo będzie z borówką amerykańską. W pewnym momencie będzie jej aż za dużo, ale dzięki temu może wtedy właśnie ruszy przetwórstwo. Nie ma na razie żadnych przetwórni stricte borówkowych, które by przerabiały tylko te owoce. Więc może z czasem znajdą się firmy które zajmą się w sezonie tylko borówką i wtedy cena będzie musiała spaść.

MM: Zajmuje się Pan również szkółkarstwem. Czy można na tym zarobić przy okazji uprawy borówki?

KJ: Szkółkarstwo to już zupełnie inna bajka. Czasami idzie lepiej, czasami gorzej.
Teraz jest akurat hossa na borówkę, więc sadzonki tej rośliny cieszą się dużym zainteresowaniem. Ale borówka akurat dosyć trudno się rozmnaża. My rozmnażamy ją metodą tradycyjną z pędów półzdrewniałych. Żeby się ukorzeniła zapewniamy jej odpowiednie warunki: odpowiednią temperaturę podłoża, wilgotność, co trzeba często kontrolować. I trzeba mieć skąd pobierać te sadzonki, chyba, że wykorzystuje się kultury in vitro. Jeszcze na dzień dzisiejszy jest to dziedzina na której można zarobić. Ale jest to sprawa już trudniejsza. Przy zbiorach mamy dwa miesiące i się kończą i po pracy. A przy sadzonkach sprzedaż odbywa się wiosną, jesienią, a latem trzeba je ukorzeniać i przesadzać do doniczek. Jest z tym dużo więcej pracy.

MM: Jest pan jednym z członków Stowarzyszenia Plantatorów Borówki Amerykańskiej. Czym się ono zajmuje i w jaki sposób pomaga plantatorom tego owocu?

KJ: Jestem członkiem założycielem Stowarzyszenia. W tej chwili zrzesza ono około siedemdziesięciu plantatorów. Zajmuje się głównie propagowaniem borówki. Promocja tego owocu jest dla nas jednym z najważniejszych zadań na najbliższe lata, co planujemy przeprowadzić m.in. z udziałem mediów. Oprócz tego ważna jest dla nas wymiana różnego rodzaju doświadczeń. Spotykamy się dwa razy do roku na zjazdach, na którym rozmawiamy o cenach, aktualnych problemach i sytuacji na rynku. Znamy się także prywatnie. Tworzymy sympatyczne towarzystwo, nie jest nas wielu, ale potrafimy sobie fajnie wszystko zorganizować.

MM: Propaguje Pan wiedzę na temat borówki i często wypowiada w mediach na jej temat. Czy czuje się Pan człowiekiem sukcesu?

KJ: Nigdy tak o sobie nie myślałem. Ale mam to szczęście, że zajmuję się tym, w czym się sprawdzam i co daje mi ogromną przyjemność.

MM: Widać, że borówka jest Pana pasją. A czym Pan się jeszcze interesuje?

KJ: (śmiech) Naprawdę to panią interesuje i chce pani o tym pisać? Z zamiłowania jestem płetwonurkiem. To jest moja pasja już od wielu lat, bo już od ogólniaka. Jak mam tylko wolną chwilę, co ostatnio rzadko mi się zdarza, to nurkuję. 

MM: Dziękuję Panu za przemiłą rozmowę.

KJ: Również dziękuję.

Galeria zdjęć» O borówce z pasją O borówce z pasją

Autor: Magdalena Mikołajczyk
Źródło: tvr24.pl
Przeczytaj również

Komentarze

Dodaj nowy komentarz
treść powiadomienia

Jeśli kod jest nieczytelny, kliknij przycisk odśwież po prawej stronie obrazka.

Jeśli kod jest nieczytelny, kliknij przycisk odśwież po prawej stronie obrazka.